Odwilż, czyli mówiąc najogólniej ciapa, błoto i brudne buty. Ale też i nadzieja na nadchodzącą wiosnę, a co za tym idzie coraz lżejsze ubrania i moje ukochane sukienki :) Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła schować głęboka w szafie te wszystkie zimowe kurtki, płaszcze, kozaki i czapki i zastąpić je letnimi sweterkami, sukienkami i sandałkami :)
A propos ciuchów jednak. Czy tylko ja mam zalegające sterty ubrań, praktycznie nieużywanych (co świadczy bez wątpienia o chorobie zwanej zakupoholizmem, bo jestem w 100% pewna, że wcale nie potrzebuję wszystkiego tego, co mam. Stąd, kiedy natrafiłam na facebook na kolejną akcję wymiany odzianek, zdecydowałam się wziąć w niej udział. Pierwszy zlot szafiarek, na który się zapewne wybiorę odbędzie się we Wrocławiu na Skrzydlatej.
http://www.cafeinspiracje.pl/component/content/article/107-szaffing-na-skrzydlatej-2-marca-wymiana-odziey-i-zabawek
Kolejny 9 marca w godzinach 12-15 w Fu-Ku (Galeria na Czystej) na ulicy Czystej 4. Wrocławianki, wymieniamy się garderobą :) Myślę, że to bardzo fajna inicjatywa i będzie można przy okazji pośmiać się z tych naszych babskich uzależnień ubrankowych - nawet w klimacie odpowiednim, bo zaraz po dniu Kobiet :)
A że wiosna zbliża się wielkimi krokami bez watpienia może świadczyć ten oto wspaniale mi dziś kwitnący kwiatuszek :):):) Jak on mnie dziś ucieszył!!! A do tego srebrne inspiracje <3
Dobranoc :)
Szukaj na tym blogu
niedziela, 24 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
zachwycona blogiem i wiosennym konkursem :):)
A oto i wiosenny konkurs Oli z bloga http://mojemiejcenaziemi.blogspot.com/2013/02/wiosenne-candy-i-domowe-faworki.html :) Już sobie wyobrażam tę różową cudowność na parapecie mojego okna wypełnioną po brzegi kwiatkami :):):) bo czemu by nie - trzeba być optymistą - a może wygram akurat ja i prezencik trafi akurat do mnie :)
Ciepłego dzionka zimowego Wszystkim życzę :)
środa, 20 lutego 2013
GIY, czyli Grow It Yourself
Realację z moich zielonych poczynań umieszczę, jak tylko się ogarnę - zmienię piżamę na strój wyjściowy, zjem śniadanie i zakupię kilka wiosennych kwiatków, które kolorkami ożywią moje mieszkanko :) jak na razie urządzanie lokum ograniczyłam do zakupu dwóch ślicznych wazoników w TK Maxx, kocyka w biało czerwone paski, koszyczka granatowego z rowerkiem (jest śliczny), drucianego pojemnika na sztućce (w którym przekornie trzymam zieloną butelkę wina) i dwóch drewnianych komódek na szpargały, które pomalowałam już sobie farbami na ulubione kolory. Wiem, że nieładnie się chwalić bez zdjęć, ale patrzę właśnie, która to już godzina i zaczynam panikować - koniec obijania się, do pracy czas się zabrać :)
Pozdrawiam a zdjęcia będą jutro :)
sobota, 16 lutego 2013
Witaj domu... :)
W końcu powrót z emigracji ;) Mimo że wyjazd był wspaniały - w końcu kilka miesięcy spędziłam kursując między Włochami a Grecją, to jednak kiedy wracam do Wrocławia, w końcu czuję się u siebie. Ciężko to wytłumaczyć, ale czuję dziką radość, słysząc wokół język polski, nie musząc przeskakiwać nieustannie z języka na język i zastanawiać się, czy to aby na pewno odpowiedni czas i czy czasem nie mylą mi się z rozpędu słówka ;) Oczywiście wspaniale jest poznawać nieustannie nowych ludzi, nowe kultury, zwyczaje, kuchnie i smaki, ale - aż wstyd się przyznać - między sałatką grecką a spaghetti marzył mi się...zwykły pasztet!!! albo śledzik :) i za każdym razem, kiedy udało mi się odwiedzić Wrocław, zwoziłam sobie zapasy ulubionych produktów, jak choćby truskawkowo-waniliowa herbatka z Herbapolu bodajże :)
A teraz, gdy już jestem radośnie we Wrocławiu i mam moje pasztety, śledzie i kiszone ogórki...jak mi okropnie brak prawdziwych włoskich serów, greckiej fety i herbatki z finochio, której zapas nieubłagalnie się kończy :):):) Tak to już chyba jest, że człowiekowi nigdy się nie dogodzi ;) Za to kiedy spadł śnieg, cieszyłam się niczym przedszkolak i przez cały dzień chodziłam po śniegu o obrzucałam psa śniegiem :) To zadziwiające, że jeszcze kilka dni temu byłam w ciepłej Italii, gdzie ludzie już opalali się na plaży w kostiumach kąpielowych!!! A przecież to środek zimy jest :) Ale tam słonko w pełni - tego mi troszkę jednak brak, bo energii miałam tyle, że mogłabym góry przenosić, a tu jednak zimowe śpiochanie łapie :)
Na dowód, że naprawdę było cieplutko kilka zdjęć :)
W pierwszej kolejności mój ukochany widok z okna :)
A teraz, gdy już jestem radośnie we Wrocławiu i mam moje pasztety, śledzie i kiszone ogórki...jak mi okropnie brak prawdziwych włoskich serów, greckiej fety i herbatki z finochio, której zapas nieubłagalnie się kończy :):):) Tak to już chyba jest, że człowiekowi nigdy się nie dogodzi ;) Za to kiedy spadł śnieg, cieszyłam się niczym przedszkolak i przez cały dzień chodziłam po śniegu o obrzucałam psa śniegiem :) To zadziwiające, że jeszcze kilka dni temu byłam w ciepłej Italii, gdzie ludzie już opalali się na plaży w kostiumach kąpielowych!!! A przecież to środek zimy jest :) Ale tam słonko w pełni - tego mi troszkę jednak brak, bo energii miałam tyle, że mogłabym góry przenosić, a tu jednak zimowe śpiochanie łapie :)
Na dowód, że naprawdę było cieplutko kilka zdjęć :)
W pierwszej kolejności mój ukochany widok z okna :)
Trochę słonecznego morza :)
Przy takim placu zabaw nic tylko dzieci mieć :):):)
Portowo
Cudownie błękitne morze, którego szumu już mi brak :)
Jaszczurka wygrzewająca się w słońcu :)
Najwspanialsza stacja kolejowa jaką kiedykolwiek widziałam :)
I kolejna jaszczurka ;)
Oj, mogłbym tu mieszkać :):):)
Dobranoc :):):)
sobota, 22 grudnia 2012
ET GO HOME
Jak to dobrze jest być w Polsce :) po tylu miesiącach na obczyźnie wrócić na swoje miejsce, słuchać własnego języka i jeść kanapki z pasztetem - swoją drogą ja nie wiem, jak to możliwe, że we Włoszech nie ma pasztetu. Miło jest chodzić po ulicach, marznąć, oglądać śnieg zza okna i myśleć o świętach.
I kolejny raz się pakować, na następną podróż. Ale o tym innym razem ;)
Wesołych :)
I kolejny raz się pakować, na następną podróż. Ale o tym innym razem ;)
Wesołych :)
niedziela, 9 grudnia 2012
Przedświąteczne rozważania kiedy termometr pokazuje 30 stopni...
| demotywujący widok balkonowy :) |
Na plusie... :) no dobra, w słońcu bo w słońcu, ale 30 ;) Z jednej strony super, bo w moim kochanym Wrocławiu jest teraz podobno dość mroźno (około 14 na minusie :P), a ja jestem zmarzlakiem i nie lubię mojego czerwonego nosa, ale z drugiej strony...jak tu poczuć święta?? Siedząc sobie na balkonie w krótkich spodenkach łapiąc twarzową opaleniznę zupełnie nie jestem w stanie się skupić na rozmyślaniach o prezentach dla bliskich i ważnych mi osób :) A tu już niedługo trzeba się będzie spakować, pojechać na lotnisko i wsiąść w samolot. A potem co? No klops, bo głupio przecież kupować dary świąteczne w Rossmanie, kiedy pod nosem są wspaniałe italiańskie sklepy, świetnie zapatrzone i zaskakująco perfumowo tańsze :) ale jak myśleć o choince, kiedy za oknem pływają sobie radośnie po morzu żaglówki?!?!
Jedyną metodą, jaka mi pozostała, to wyrwać się z mojego balkonu, wsiąść w autobus i zjechać do centrum - tam bowiem, jak nigdzie indziej czuć już świąteczną gorączkę, panie sprzedają na ulicach czerwone kwiaty, nam znane jako gwiazdy betlejemskie (chyba?) - jedyne 10 euro za kwiatka - na targach można znaleźć dosłownie wszystko - od cudownie pachnących jadalnych kasztanów, przez świeżo pieczone lokalne wielgachne pączki, sterty przeróżnych żelków aż po bombki, łańcuchy, zabawki tak choinkowe, jak i podchoinkowe, kosmetyki za grosze, majtki, staniki, dresy, kurtki, antyki - dosłownie wszystko, czego dusza zapragnie :) A w centrach handlowych - chyba to samo co i w naszych - TŁUMY!!! Szczególnie w weekend, kiedy wszyscy mają wolne i spokojnie, powoli, po włosku mogą się przechadzać głównymi uliczkami sklepowymi :)
Tak sobie myślę, że skoro oni chodzą dziś, to może ja jednak pójdę jutro?? Kiedy oni będą w pracy, ja spokojnie pobuszuję za prezentami - relacja już wkrótce ;)
murano :)
kasztanki :)
piątek, 7 grudnia 2012
o bliskości morza, gradzie i trąbie;)
Genua jest zadziwiającym miastem - jeszcze wczoraj mieliśmy tu cudowną pogodę, słońce, że nie sposób przejść ulicą bez porządnych okularów przeciwsłonecznych, ciepełko, że nie sposób się nie upocić w zimowej puchówce (rano jest bowiem okropnie zimno-mimo pokaźnych jak na tę porę roku nastu stopni ma się wrażenie, jakby całe ciało było przebijane wrednymi malutkimi igiełkami mrozu - taka zimowa akupunktura, aczkolwiek nie wiem,czy to ma jakiś zdrowotny wpływ dla naszego organizmu), a dziś...stopni zaledwie 3 i za oknem ...grad!! Dokładnie tak, najprawdziwszy grad, wielkości... hmm no dobrze, nie przeogromny, ale mniej więcej taki jak pieprzyk Cindy C ;) szczęśliwie moja praca nie zmusza mnie do wychodzenia z domu, kiedy nie mam na to ochoty, więc radośnie piszę tego posta siedząc sobie w domu z kawą i panettone :) pyszna rzecz, swoją drogą, pewnie ze względu na cieszącą oko i podniebienie ilość bakalii :) wracając jednak do gradu, tak sobie myślę, czemu to tak, że wczoraj było ciepło, a dziś taka zimnica - pytam więc lubego, on wie wszystko :)i tak to dowiaduję się o właściwościach niezwykłych nadmorskiego klimatu, który zmienny jest ;) ba...nawet potrafi zrobić trąbę na morzu, która podobno jest dość niebezpieczna i mogłaby porwać kajakarza. Nieświadoma tej okropności radowałam się z niezwykłego zjawiska, które bezpiecznie mogłam oglądać zza okna. Mam nadzieję, że wszyscy kajakarze pozostali tego dnia bezpiecznie w domu. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
