Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 14 października 2013

I want candy :):):)

To już prawie rok odkąd zdecydowałam się prowadzić bloga. Różnie to bywało z moją systematycznością, szczególnie kiedy dużo się działo - praca, dom, podróże. Ale roczek to roczek - uczcić miło :) A uczcić najlepiej ogłaszając CANDY!!!! :):):) 

Jako że idzie jesień, a dziś było cudownie słonecznie i ciepło, postanowiłam wymyślić candy jesienne, które dodałoby nam tak energii, jak i uśmiechu na twarzy.
Oto i mój pomysł:


Do wygrania zestaw - a w nim:
1. mydełko L'Occitane
2. kula do kąpieli Organique
3. świeczka Yankee Candle

Czyli wszystkie moje ulubione produkty, 
których sama używać lubię i które szczerze polecam. :)

Co zrobić, by zgarnąć CANDY:

1. Zostań obserwatorem mojego bloga :)
2. Zostaw swój komentarz pod postem konkursowym (bardzo mnie to ucieszy :):) )
3. Udostępnij na swoim blogu zdjęcie (zdjęcie number 1) z linkiem konkursowym :)


http://www.youtube.com/watch?v=cLJ1vuUWprA



Życzę wszystkim powodzenia :)


PS. Czy u was też było dziś tak cudownie ciepło i słonecznie? 
Uwieczniłam tę pogodę na kilku zdjęciach - będą mnie one podnosić na duchu w chłodne, zimowe wieczory :)




Udanego tygodnia :)
I zapraszam do zabawy :):):)

Koniec konkursu 30.10.2013 :)
Ogłoszenie wyników 31.10.2013!! :)
Czyli w Halloween
:):):)
Lubicie?? :)


piątek, 11 października 2013

Pandora - o tym jak zostałam projektantką bransoletek :)

        Moja przygoda z duńską marką Pandora zaczęła się ponad rok temu, a dokładniej w Walentynki, kiedy to zobaczyłam okazjonalną promocję tej firmy - mianowicie z okazji święta zakochanych przy zakupie bransoletki otrzymywało się serduszkowy charms :)





 I tak to się zaczęło, wsiąkłam zupełnie :) Możliwość zabawy w projektanta własnej biżuterii jest pomysłem genialnym, ponieważ każda kobieta ma przecież swój gust, swój styl i swoje chwile w życiu do upamiętnienia - ślub, narodziny dziecka, pierwszą miłość, zdanie matury, sukces w pracy itp. Pandora daje możliwość wyrażenia siebie, swoich radości i ważnych momentów za pomocą charmsów, które są dodatkowo świetnym prezentem - każda kolekcjonerka doceni dary losu, które otrzyma od rodzinki, lubego bądź przyjaciół :) Tak jak i ja je doceniam :P O czym mój biedny luby dobrze wie i łapie się za głowę, kiedy widzi na stole nowy katalog ;)

A te pojawiają się kilka razy w roku... a że mamy jesień, to i nowy katalog pojawił się na stole, a nawet i nowa bransoletka pojawiła się już w moim kuferku Pandorkowym :) wraz z panem pawiem zielone oczko, ponieważ nie byłam w stanie mu się oprzeć - misternie wykonany (ręczna robota!!!), z ogonkiem wysadzany zielonymi i turkusowymi błyskotkami - oj, jak ja to uwielbiam :) :) :) A do tego ma nawet wyrzeźbione w srebrze łapki i pióropusz na głowie!!!

To właśnie konkretny powód, dla którego zupełnie nie jestem w stanie oprzeć się ich biżuterii - misterne wykonanie detali, przez co każdy koralik jest tak wyjątkowy. Stąd uzbierała mi się ich całkiem spora ilość i każda wizyta kończy się choćby maleńkim zakupem.







A co najlepsze - kiedy znudzi mi się moja bransoletka, 5 sekund, wszystko zdjęte i układam charmsy w nowy układ podmieniając z charmsami z innych bransoletek - w ten sposób, mając 4 bransoletki (srebro, srebro oksydowane, rzemyk brązowy pojedynczy, rzemyk beżowy podwójny) i kilkanaście charmsów (Pandora i Apart) mam niezliczoną możliwość kombinowania i układania wszystkiego od nowa, czyli zabawę w panią projektantkę biżuterii. :D 
A oto i moja "robota". :)





Co sądzicie??? :)


A tu informacja o promocji na nadchodzący weekend - przy zakupie charmsów dwóch, trzeci jest w prezencie :):):) Trzeba mieć ze sobą kupon z Grazii albo Twojego Stylu :)

Ja mam już upatrzone - jeśli uda mi się naciągnąć na jednego lubego, wówczas będę 
sooo happpyyy!!! 
Za jednego charmsa dostanę bowiem dwa :P 
Trzymajcie kciuki ;)

Udanego weekendu :):):)
Magda


środa, 9 października 2013

Jesiennie....

        W minioną niedzielę wybrałam się na zakupowe łowy (zniżki gazetowe zawsze mnie skuszą) i odkryłam, że jesień weszła już pełną parą. Na wieszakach zagościły wełniane swetry, coraz więcej już puchówek i płaszczy, zmieniła się też kolorystyka. Zawsze cieszyłam się na jesień i te zmiany, ale... w tym roku jakoś nie i sama nie wiem dlaczego??? Może to nawał roboty, który w tym miesiącu spadł mi na głowę, mnóstwo zobowiązań i coraz krótszy dzień sprawiają, że ciężko wieczorem wykrzesać z siebie choć odrobinę energii. Dziś więc robię sobie po pracy wieczorek przyjemnościowy - piję piwko miodowe i przeglądam kobiece gazetki, coby zorientować się co w trawie modowej piszczy. Porzuciłam moje stałe lektury (miliony książek, które na co dzień stanowią moją pracę, a jak mam dobry dzień to i przyjemność) i typowe dla mnie gazetki (love Traveler i National Geographic) i "czytam" sobie Flesza i Show, a co :P Raz na jakiś czas można ;) Czy wy też czasami tak macie, że potrzebujecie się zupełnie wyłączyć i odpocząć od wszystkiego?? Pracy, obowiązków domowych i całej reszty?? Ja tak, właśnie dziś :)
Czego mądrego dowiedziałam się z prasy - ano znalazłam fajne dyniowe przepisy, wiem, gdzie znaleźć wymarzone buty na jesień i torebkę, którą widziałam na pani w tramwaju, ale głupio i było spytać, gdzie ją kupiła. Tylko pytanie, czy mnie jeszcze na coś stać, po poprzednich sobotnich zakupach... ;) Moje uzależnienie do Pandory wróciło, jak tylko zobaczyłam ich katalog. Od soboty jestem posiadaczką kolejnej bransoletki, na którą, jak zwykle, mam już pomysł (luby łapie się za głowę i zastanawia się, czy ta mania się kiedyś skończy). Czy ktoś jeszcze poza mną tak bardzo lubi Pandorę??? Obiecuję jutro wrzucić tu mój nowy nabytek ;) Pomyśleć, że moja Pandorowa przygoda zaczęła się rok temu, a ja już kolejną bransoletkę kompletuję ;) Ale czy to nie jest genialny pomysł na prezent??? I kiedy znudzi się nam jedna kombinacja, raz dwa i mamy już nową - wystarczy zdjąć charmsy i ułożyć je od nowa :):):) Dodatkowo, to świetne pamiątki z podróży - ja mam już rzymską walizkę i angielskiego misia ;) a Wy???

PS. Czy tylko ja tęsknię za latem????

wtorek, 1 października 2013

Bo to już chyba koniec wakacji....Plus mocne postanowienia moje na tę jesień. :)

Czy tylko mnie tak ciężko jest wrócić??? Mam wrażenie, że te wakacje były jeszcze bardziej intensywne od poprzednich (o ile to możliwe, ponieważ w zeszłe wyjechałam w czerwca, a wróciłam...w lutym tego roku. Ok, pracowałam w tym czasie, ale jednak byłam we Włoszech, więc nie oszukujmy się, mimo wszystko były to dla mnie wakacje. Choć myli się ten, kto myśli, ze miałam tam w kółko słonko na niebie. Co to to nie, front genueński daje w kość, możecie mi uwierzyć na słowo, a kto tam był, ten się na własnej skórze przekonał). W zeszłe byłam bowiem jednak mniej mobilna i przez kilka miesięcy nie zobaczyłam aż tylu miejsc, co w te. Chyba?? Może tylko mi się wydaje. 

No nic. Niedawno wróciłam z prawie 3 tygodniowej wyprawy do Włoch. Przed tą wyprawą byłam też kilka dni w Warszawie. A po Italii znów stolica, a potem służbowy wyjazd na drugi koniec Polski. Koniec końców nawet nie zdążyłam jeszcze zgrać ostatnich zdjęć z Rzymu. Ale... pomyślałam, że skoro już w końcu wracam do blogowania, to może najwyższy czas zacząć się dzielić moim podróżniczym doświadczeniem. W końcu udało mi się na te 3 tygodnie zmieścić w bagażu podręcznym Ryanair!!!! Kto nie latał tanimi liniami, ten nie zrozumie, jak wielki to wyczyn :P I do tego zmieściłam w tej torbie lustrzankę wraz z osprzętem (te wszystkie obiektywy, torby itd) :P Wróciłam kilka kilogramów chudsza, za to z zapasem kakao Perugina (love) i kawy :) Czekolada była też, ale hmmm.... jakoś szybko się skończyła :) Ok, no...zjedliśmy wszystko :P ale dary losu też były, a co, zawsze są :) A dla siebie tradycyjnie przywiozłam nowy kalendarz na 2014 z Rzymu (tym razem ze zdjęciami z filmu Rzymskie wakacje, który uwielbiam, jak zresztą wszystkie filmy z Audrey Hepburn :) ) i kilka bransoletek - z każdego miasta, które odwiedziłam w trakcie tej podróży. Ale o tym next time. Za to mam mocne postanowienie, aby tej jesieni w końcu się ogarnąć i raz w tygodniu pokazywać kawałek z moich wypraw. Na pierwszy rzut albo Italia, albo Anglia. Sama jeszcze nie wiem. A do tego zrobię candy podróżne, czyli dary losu z podróży - bo to nie jest tak, że ja wcale nie myślałam o blogu w trakcie wypraw, bo myślałam i niektóre drobiazgi właśnie z myślą o candy kupiłam :) nom :) Do tego dodajcie mój zakupoholizm i wiadomo, że z tych wypraw wracałam ledwo mieszcząc się w tę mikro torbę :) Mam też kilka nowych pomysłów, na które wcześniej nie miałam czasu i chyba odwagi, ale co tam, w końcu moje to, więc mogę sobie pisać, co chcę :P 

A wczoraj był dzień lubego mego i dziś (bo wczoraj był w podróży) będzie winko i domowy obiad, i ciacho :) Zmykam, samo się nie upiecze :) 
Słonecznej jesieni :)

PS. A tak, dziś bez zdjęć, bo ich dalej nie zgrałam, a czas goni do ciastek :)
Do jutra :)

środa, 17 lipca 2013

Chester part I - KATEDRA

Dziś szybko, bo z podróży. 
Jestesmy w Anglii, a konkretniej w Liverpoolu, skad urzadzamy sobie weekendowe wycieczki po okolicy.
Kto mnie zna,ten wie,że od podróży jestem uzależniona. Czasami myślę, ze najszczesliwsza byłabym żyjąc na walizkach.
A gdybym miała wybrać
miejsce do życia,to chyba padłoby na Anglię:-) Dlaczego? Chyba z powodu tej radosnej różnorodności, która jest tu obecn na każdym kroku. 
I z powodu jedzenia.
I Primarka, który jest tak cudownie tani.
I sklepow Yankee Candle, których produkty tak cudownie pachną, że najchętniej wyszloby się z pełnym koszem ich zapachów.
No i co tu dużo mówić, teskno bedzie po powrocie za english breakfest- co tam, ze w połowie się poddaje.;) 

A dzis część zdjęć z Chester,miasta koło Liverpoolu, w którym aktualnie spędzam wakacje. 
W jego obrębie zachowały się średniowieczne mury, po których można wędrować swobodnie przez kilka godzin. Otaczają między innymi właśnie i znajdującą się na zdjęciach katedrę.


























A teraz zmykam na piwko - za tym też będę tęsknić.

sobota, 6 lipca 2013

Boziu, ale ja pieniędzy wydałam...

        Wakacje, wakacje...sezon wyprzedaży rozpoczęty. A ja za kilka dni wyjeżdżam, jak zwykle sama nie wiem, na jak długo, bo to standardowo już na wariata wyszło ;) no to pomyślałam, że skoro nie wiem, kiedy wrócę, to warto sobie coś kupić, kiedy jeszcze wyprzedaże - no bo taniej i w ogóle że niby oszczędniej niż w normalnej cenie ;)

I jak zwykle przepadłam :):):) Oczywiście to nie jest tak, że jak tylko wchodzę do galerii, to mi się oczka świecą w każdym sklepie - co to to nie!!! Ale kolekcja Promodu mnie urzekła - dosłownie każdą sukienkę mogłabym stamtąd wynieść :) więc i wyniosłam - przy okazji razem z kartą stałego klienta - w jeden dzień zakupując uzbierałam na bon podarunkowy :P

A oto i zdobycze:









Zdjęć nie robię, bo już późno i ciemno, więc pewnie nie wyjdą zbyt ciekawe :)

Co najlepsze, to nie koniec - doszedł jeszcze naszynik z Poromodu, koszulka w paski (jak zwykle) ze Stradivariusa i małe co nieco z Sephory - 3 cienie, puder i lakier :P

I to by było na tyle w kwestii mojej wypłaty ;)

Dobranoc :):):)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

powroty, powroty :)

        No i wróciłam z Anglii, a dokładniej rzecz ujmując z Liverpoolu. Miasto jest mi znane, to moja trzecia już wyprawa tam. A mimo to nigdy mi się nie nudzi i za każdym razem jest inaczej. Zawsze mnie zadziwia ta kolorowość i rożnorodność strojów na ulicach - nikt nikogo nie krytykuje, każdy może wyrazić siebie, jak chce, jest mnóstwo ludzi z tatuażami, które na tle naszych wyglądają często jak małe dzieła sztuki. Czy tatuaże mnie zachwycają - chyba tak, mimo że sama mam tylko jeden, bardzo prosty i malutki. Jednaak po każdej wizycie w kraju królowej mam chęć na coś większego ;) jedyne co mnei powstrzymuje, to mój lubym, który tatuażami  nie zachwyca się wcale, żeby nie rzec, że zwyczajnie w świecie mu się one nie podobają - tak sobie jej krytykując skutecznie studzi moje zapędy ;) no i tak w koło macieja ;) no nic, pewnie jak się już zdecyjduję, to i tak zrobię, nie pytając się nikogo o zdanie, a jak kocha, to i tatuaż kolejny go nie odstraszy ;)
Wrócmy jednak do Anglii, bo to o niej dzisiejszy wpis. Podczas tego wyjazdu zaskoczyłą mnie przede wszystkim.... pogoda!!! Było non stop słońce, ciepło, po prostu cudnie. Od razu pierwszego dnia wybraliśmy się więc po spełnieniu służbowych obowiązków na wyprawę do pobliskiego nadmorskiego miasteczka, które, nawiasem mówiąc, uwielbiam, mianowicie do West Kirby.

W oddali możemy zobaczyć już wybrzeże Walii. Sama plaża ciągnie się kilka kilometrów i jest właśnie zalewana przez przypływ, więc nie dotarliśmy już na wyspę po prawej. Swoją drogą podczas naszej zeszłorocznej wyprawy do Liverpoolu właśnie zostaliśmy przypływem odcięci na tejże wyspie i wracaliśmy po kolana w wodzie ślizgając się i nabijając z własnej nieopatrzności, która to beztrosko sprawiła, że zamiast szybko wracać rozsiedliśmy się na Wichrowym Wzgórzu, jak to je nazywam, coby ze smakiem zjeść drożdżówki ;)
 A to już w połowie drogi powrotnej do miasta.

 Na Wichrowe Wzgórze niestety tym razem nie dotarliśmy. 

 Kawałek mnie :P
 Powody zaniechania dalszej wyprawy - przypływ.
Słońce i woda - czegóż chcieć więcej :) :) :)


Ciąg dalszy wyprawy wkrótce :)
Wówczas zaprezentuję trochę widoków z samego miasta.
Miłego poniedziałku.
Magda